RECENZJA : Lirene body arabica, balsam brązująco-ujędrniający do ciemnej karnacji

Prosiłyście mnie o recenzje tego balsamu - et voila!


TU macie kilka słów na jego temat od producenta. 

A teraz kilka słów ode mnie. 

Na wstępie powiem Wam, że tego produktu używam od kilku ładnych lat. Sięgam po niego zawsze porą wiosenną, kiedy pierwsze promienie słońca subtelnie zaczynają podkreślać moją skórę.

Pewniak nad pewniaki, nie mam mu do zarzucenia dosłownie nic. 

Ale od początku. 

Cena : +/- 15zł (dostępny w większości drogerii)

 Do wyrobu mamy dwie wersje. Do karnacji jasnej i ciemniej. Ja używam opcji drugiej, choć moja karnacja do najciemniejszych nie należy.
Opakowanie bardzo schludne i poręczne. Zatyczkę łatwo otworzyć a przez dziurkę nie wylatuje zbyt dużo produktu (chyba, że o to się bardzo postaramy ;]).
Zapach. Tutaj zaskoczenie. Balsam nie pachnie typowym samoopalaczem-śmierdzielem a kawą z dodatkiem hmm... czekolady? Ciężko określić mi ten zapach, ale mnie zauroczył.

Jak go stosuję? 
Codziennie po porannym prysznicu. Bardzo szybko się wchłania, dosłownie po 2-3 minutach od aplikacji mogę założyć białą bluzkę i mieć pewność, że jej nie ubrudzi. 

Efekt?
Zacznę od jego głównej funkcji, czyli brązowienia. Skóra już po pierwszej aplikacji staje się subtelnie muśnięta słońcem. Po mniej więcej  tygodniu regularnego stosowania otrzymujemy przepięknie przybrązowioną skórę. Dla mnie ważny jest odcień - brązowy, nie pomarańczowy (taki efekt uzyskiwałam balsamem brązującym Garnier :| ). 
Dalej - tym balsamem nie jesteśmy w stanie narobić sobie plam. Konsystencja nie jest tępa, łatwo go rozsmarować. 



Po zaprzestaniu używania produktu, "opalenizna" utrzymuje się ok. 2 tygodnie i najważniejsze - schodzi równomiernie. 

Co do drugiej, znacznie mniej ważnej właściwości balsamu jakim jest ujędrnianie powiem tylko tyle - ciało jest gładkie, skóra rzeczywiście wydaje się jędrniejsza i wizualnie "lepsza". Nie wiem na ile to placebo a na ile rzeczywista właściwość balsamu :D 

Podsumowując : jest to mój zdecydowany ulubieniec w kategorii balsamów nadających ciepły, opalony koloryt skórze. Efekt który daje, właściwości, szybkość wchłaniania plus cena w stosunku do wydajności sprawiają, że Lirene nigdy nie zniknie z mojej kosmetyczki. 

Dla ciekawskich skład :) 


 Pozdrawiam, 
Marta





18 komentarze:

Beauty Wizaż pisze...

może go wypróbuję skoro zmywa się równomiernie :)
mam złe doświadczenia z balsamami bo zawsze mi schodziły plackami wiec wybierałam samoopalacze :P

Paramore pisze...

Zużyłam chyba dwa opakowania. Byłam zadowolona, ale w końcu zapach zaczął mnie trochę drażnić - czułam samoopalacz :/
No i u mnie lepiej sprawdzał się przy stosowaniu na opaleniznę, w celu jej podkreślenia i przedłużenia, niż na bladą skórę, aby ją przybrązowić ;)

Independent Woman pisze...

Polecam spróbować, bo kosztuje na prawdę niewiele :)

Independent Woman pisze...

Wiadomo, każdy ma swoje preferencje :) U mnie spisuje się w opisany sposób najlepiej :)
W celu podkreślenia opalenizny, już takiej typowo letniej, nie używam balsamów brązujących a rozświetlających :)

chodzpomalujmojswiat pisze...

słyszałam, że to najlepszy balsam brązujący :)

Lady In Purplee pisze...

Ja nie używam tego typu produktów, ale kiedyś to robiłam bo zawsze jestem blada i dobrze wspominam balsam z L'Oreala :)

Independent Woman pisze...

Balsamów brązujących testowałam już wiele - wspomniany Garnier, Dove, Ziaja i wiele innych. W moim mniemaniu Lirene jest zdecydowanie najlepszy :)

Independent Woman pisze...

L'Oreal też miałam okazję przetestować, ale jak dla mnie dawał zbyt pomarańczowy efekt. :)

kristi pisze...

i mnie skusiłaś ;p

Świat Wery pisze...

o nie tego balsamu to ja nie lubię, zapach jest okropny, a przy cieplejszej temp. jest jeszcze gorzej i nie mogę tego znieść:(

Malowana Lala pisze...

To też mój ulubieniec, z tym że ja używam wersji do jasnej skóry (:

lolita76548 pisze...

No to chyba trzeba spróbować ;)

Zapraszam na rozdanie do wygrania właśnie produkt Lirene

ewwwa pisze...

Mam i bardzo lubię ;)

Kolorowy Pieprz pisze...

Czekolada? Czekoladyyyyy!

wonderwoman87 pisze...

Czekalam,czekałam i się doczekałam recenzji tego samoopalacza.Kupuję go!Jak tylko mój Dove sięgnie dna!:)

Carolina pisze...

to jest też mój ulubieniec:) chociaz teraz go nie uzywam, czeka na swoją kolej:) uzywam narazie innych :)

cheneelle pisze...

Do tej pory używałam Ziajowego, ale teraz wypróbuję ten.

Make-up_kama pisze...

Jak schodzi równomiernie to go kupię,czytałam o nim dużo pozytywnych recenzji:))

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy

Bloglovin

Facebook