INDEPENDENT WOMAN TESUJE PODKŁADY: Maybelline Dream Nude Airfoam, podkład w piance.

Jak tylko zobaczyłam ten wynalazek na stronie www.kosmetykizameryki.pl, od razu zapragnęłam go mieć i dla Was przetestować. Kilkanaście dni temu Karolina z kanału stylizacje2, robiła jego test na żywo. Ja testuję go trochę dłużej i moje zdanie na jego temat jest dobrze ugruntowane. Zapraszam do recenzji.


Od producenta:
"Innowacyjna, napowietrzona pianka z dobrymi pigmentami nadaje perfekcyjny wygląd. Zwiewna formuła wtapia się w skórę dla niewiarygodnie delikatnego, naturalnego efektu. Tak lekka jak powietrze. Dostępna w 8 odcieniach, SPF 16."

Ode mnie:

OPAKOWANIE: zawiera 50 ml kosmetyku (przy kiepskiej wydajności to nie wyczyn). W środku znajduje się kuleczka, która sympatycznie brzęczy podczas mieszania podkładu. ;)


ZAPACH: typowa, tania pianka do włosów. Na szczęście zapach szybko się ulatnia.

KOLOR: wybrałam odcień 010 Ivory. To zwykle najjaśniejszy z kolorów Maybelline i zarazem kolor, którego nigdy nie wybieram. Jeśli kupuję jakiś podkład tej firmy to zwykle wybieram odcień Nude - jest przeciętnie jasny i posiada żółte tony.  Traf chciał, że wybrałam Ivory. Dostałam wcale nie najjaśniejszy podkład na ziemi w beżowej tonacji. Bladolice - uważajcie!


KONSYSTENCJA: niezbyt gęsta pianka, która podczas aplikacji zamienia się w rzadką maź.  

APLIKACJA: poniżej wstawiam Wam zalecenia producenta. U mnie najlepszą metoda aplikacji okazał się pędzel (np. Hakuro H50) - nim uzyskałam przyzwoite krycie, bez smug czy plam. 


KRYCIE: średnie. Zakrywa pajączki, zaczerwienienia i inne drobne skazy. Z większymi problemami sobie nie radzi. 


WYKOŃCZENIE:  półmatowe, niewymagające przypudrowania.

DZIAŁANIE: największą klęską dla mnie okazało się uczucie pocenia/duszenia/nieoddychania skóry pod podkładem. Naprawdę rzadko mam z nim do czynienia, ale w przypadku tego podkładu okazało się ono mordercze. Co prawda kosmetyk ani mnie nie zapchał, ani nie uczulił więc można by rzec, że to tylko uczucie a nie faktyczne działanie kosmetyku. Jeśli chodzi o jego matowienie, to tutaj jest kiepsko. Kosmetyk ładnie wygląda przez ok. 2 godziny po czym zaczynamy się nieestetycznie świecić i twarz wymaga choćby ściągnięcia sebum (przypominam, mam skórę mieszaną w kierunku suchej, wrażliwą).

TRWAŁOŚĆ: podkład lekko zastyga na twarzy, stając się naprawdę trwałym. Nie ściera się, nie waży na twarzy. Zaczyna znikać po około 9 godzinach od jego nałożenia. Fajny wynik.

INNE: niestety kosmetyk oksyduje. Proces ten jest już widoczny w pierwszej godzinie od nałożenia. Co prawda, nie stajemy się radosnymi pomarańczkami, ale ciemnienie jest dostrzegalne.

CENA: w internecie ok. 20-25zł.

DOSTĘPNOŚĆ: aktualnie, zakup podkładu jest możliwy tylko zagranicą lub przez internet.

OCENA: 2,5/5

Podsumowując, nie jestem zadowolona z tego podkładu. Nie lubię go przede wszystkim za to koszmarne uczucie duszenia się skóry pod nim. Daje przeciętne wykończenie, trwałość i kiepskie matowienie, więc nie zaskoczył mnie niczym szczególnym. Ja mu podziękuję. 

W serii:
Max Factor, Lasting Performance  
Iwostin Correctin Puritin fluid matujący, trwale kryjący 
Avon Luxe, Miracle - podkład rozświetlający  
Ingrid, Mineral Silk & Lift, jedwabisty fluid do każdego rodzaju cery
BioDermic podkład wygładzająco-kryjący. 
 
 
PRZYPOMINAJKA : świąteczne rozdanie -> KLIK KLIK KLIK
  
Pozdrawiam, 
Marta

21 komentarze:

Iwetto Iwettos pisze...

Ale gagatek. Przy takiej piankowej konsystencji nie podejrzewałabym, że skóra może się pod nim pocić. No i jeszcze ten odcień jak dla mulatów ;)

Milena M pisze...

Ciekawy pomysł, podkład w piance, szkoda, że się nie sprawdził.

Deniq pisze...

I właśnie z powodu uczucia duszenia się skóry zrezygnowałam z podkładów.

Aleksandra Zdanowicz pisze...

Piankowe podkłady są ciekawe :) W sumie to nigdy nie używałam podkładu, zawsze tylko lekką ją pudruję :)

Lena pisze...

Jakoś nie przekonują mnie piankowe podkłady, no szkoda, że ciemnieje :/

Lila pisze...

mam z maybelline dream satin liquid i uwielbiam, szkoda, że ten to taki bubel

Kolorowy Pieprz pisze...

dlatego właśnie wolę Twoją recenzję niż testy na żywo...ogólnie idea testów na żywo wydaje mi się do niczego:) ok- widzimy krycie- ale kamera przekłamuje, kolory przekłamane i ani słowa nie mozna powiedzieć, bo test na żywo po godzinie od kupienia produktu- więc po co ten cały test:)? ja tam wolę recenzje:) a efekt "duszenia cery" skutecznie mnie zniechęcił do podkładu- danke:)

Ann pisze...

Nie miałam go, ale konsystencja mi się podoba :)

Independent Woman pisze...

Dokładnie, też mam takie samo zdanie. ;) Pierwsze wrażenie/test na żywo jest dobry żeby ocenić poziom krycia, ewentualnie wykończenie czy konsystencję i jej rozprowadzanie ;)

Independent Woman pisze...

Konsystencja (na naszym rynku) jeszcze nowa i zachęcająca zgadza się ;)

Independent Woman pisze...

Też używałam kiedyś DSL i mam z nim całkiem przyjemne wspomnienia ;)

Independent Woman pisze...

Tak jak mówię, ciemnienie nie jest jakieś dramatyczne ale jednak ma miejsce.

Independent Woman pisze...

Tak, i czasem ciekawość to pierwszy stopień do piekła :D

Independent Woman pisze...

Nie pod każdym (a właściwie pod większością jaką miałam przyjemność używać) takie zjawisko nie miało miejsca. ;)

Independent Woman pisze...

Ciekawe, co będzie kolejne. Podkład w pudrze jest. W żelu jest. W piance jest... Może w jakiś granulkach? :D

Independent Woman pisze...

Prawda? :) Też nie posądzałabym go o to ;P

Karola pisze...

Forma pianki chyba mnie nie przekonuje:/

Nuna2225 pisze...

podkład w piance- tego jeszcze nie widziałam;p chyba jednak zostane przy tradycyjnej wersji;)

isiaQ pisze...

ja bym chyba nie mogła się przyzwyczaić do jego dziwnej konsystencji :)

Iva uroda pisze...

Nie cierpie go, strasznie mnie szczypały oczy za każdym razem jak go nałożyłam.

Anonimowy pisze...

Kupiłam zagranicą na wakacjach. Byłam z niego bardzo zadowolona. Mam cerę suchą, wrażliwą ale gładką i bez wyprysków. Nakłada się bardzo delikatnie. Nie powoduje wysuszeń. Polecam do codziennego użytku dla osób, które nie lubią efektu "szpachli".
Pozdrawiam

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy

Bloglovin

Facebook