ULUBIEŃCY : czerwiec 2015r.

Jestem w końcu! Powracam ze zdwojoną siłą :) Wszytko zaczyna mi się po mału układać, trochę zwolniłam i ... zdążyłam za Wami zatęsknić. 
Jaki post jest najlepszy po tak długiej przerwie? Ulubieńcy, rzecz jasna. :)



Avon Planet SPA, Amazońskie Skarby Acai, peeling do ciała (cena ok. 18zł) : uwielbiam ten kosmetyk głównie, że względu na jagodowy zapach. Jest trochę podkolorowany "avonowską" nutką, ale to nie zmienia faktu, że go wprost ubóstwiam. Jeśli chodzi o właściwości stricte złuszczające to nie oszukujmy się, są średnie : drobinki są zbyt małe i nie do końca ostre. Tak czy siak, używanie go sprawia mi dużą przyjemność.


Marion HAIRline, płyn do kręconych włosów (cena ok.9zł) : nigdy nie wierzyłam w tego typu specyfiki. Większość po porostu była żelem w płynie, który kleił i plątał moje włosy. Ten jest czymś innym. To rzeczywiście płyn (bez właściwości utrwalających), który definiuje moje podatne na kręcenie włosy falowane. Używam go zwykle na suche włosy i delikatnie go w nie wgniatam. Efekt jest co najmniej zaskakujący : włosy są po nim sprężyste, sypkie a skręt jest wyraźniejszy. Plus oczywiście za nieobciążanie włosów. Rewelacja.  


Tołpa Botanic, Czarna Róża, odżywczy krem-miód regenerujący na dzień i na noc (cena ok. 40zł za sztukę) :odkąd marka Tołpa wtargnęła na nasz rynek i zaczęło się o niej robić głośno, ja nigdy nie byłam złakniona ich produktów. Nie wiem może to przez cenę nieadekwatna do pojemności czy  średnio-naturalne składy. Złożyło się tak, że ten komplet dostałam w prezencie i.. przepadłam. Zacznę od ujmującego zapachu, który nie daje o sobie zapomnieć. Kremy mają rzeczywiście bogatą konsystencję, ale nie ma problemu z ich wchłanianiem (ba, moja skóra wręcz pochłania je w sekundzie) i najważniejsze : dzięki tym gagatkom, moja skóra jest w końcu dostatecznie nawilżona. Zaczęło to skutkować tym, że w ciągu dnia nie nad produkuje sebum. Warto spróbować, choćby na jakiejś ciekawej promocji.  


Lierac Sunfic, samoopalacz do twarzy w żelu (cena ok. 90zł) : nie macie pojęcia jak ciężko jest znaleźć jakikolwiek samoopalacz do twarzy bez parafiny w składzie! Szukałam długo i właściwie jedyną opcją okazało się kupienie tego. Cena 90zł nie zachęcała ale... nie żałuję nawet złotówki. Po pierwsze i chyba najważniejsze : żel mnie nie zapchał, a tego bałam się najbardziej. Po drugie, nie zostawia smug, daje piękny oliwkowo-brązowy odcień i ... nie da się z nim przesadzić. Polecam, jak najbardziej! 


Max Factor Colour Adapt, kolor 75 golden (cena ok. 50zł) : po zużyciu kilku próbek tego podkładu stwierdziłam, że nie mogę go nie kupić. Jest idealny na ciepłe miesiące. Ma delikatną, piankowo-musową konsystencję, która świetnie rozprowadza się palcami i gąbką. Podkład daje średnie krycie i piękne, satynowe wykończenie. Obawiałam się, że podkład będzie ważył się na mojej twarzy (takie konsystencje lubią mi zrobić ciacho na twarzy) ale nie - trzyma się długo, bo ok. 8-9 godzin. Polecam, to jednen z lepszych podkładów na dzień, na sezon wiosenno-letni :)

Benefit, Erase Paste, korektor pod oczy nr 1 (cena ok. 120zł): dacie wiarę, że wykończyłam swoje wszystkie korektory, włącznie z tym z Skin Food? Musiałam kupić coś nowego i wybór padł na Erase Paste, który do złudzenia przypominał mi mój ukochany azjatycki Skin Food. Nie myliłam się. Kosmetyk Benefit ma identyczną konsystencję, kolor i właściwie tak samo zachowuje się pod oczami: świetnie rozświetla tą okolicę, nie włazi w zmarszczki i neutralizuje zasinienia. Jeśli chciałybyście spróbować Skin Food Salmon Concealer, a nie macie ochoty sprowadzać go z Azji to śmiało wybierzcie się do Sephory i zaopatrzcie się w tego cudaka.


Trochę się tego uzbierało, ale tak długa czasu zobowiązuje. Jeśli jesteście zainteresowane recenzją któregoś z powyższych produktów, to piszcie śmiało. 

P.S.: 
1. Mam dużo energii, dużo świeżych pomysłów na przyszłość, nowe posty i ogólnie nie mogę się doczekać, by ponownie wkręcić się w nasz blogowy światek ale... może Wy macie jakieś sugestie, co chciałybyście oglądać na moim blogu? 
2. Jednym z w.w pomysłów jest zmiana adresu bloga, co wiązałoby się też z pośrednią zmianą tematyki : lifestyle, kultura, urządzanie domu, gotowanie. Co o tym myślicie? A może po prostu wolałybyście żeby posty o takiej tematyce pojawiały się tutaj, na Independent Woman bloguje.? Piszcie proszę co o tym myślicie, bo nie wiem co robić a nie chciałabym robić czegoś, co Wam by nie do końca odpowiadało. 

Pozdrawiam, 
Marta



14 komentarze:

notthatbeautiful pisze...

lifestyle jak najbardziej, ale czy zmiana adresu? sama nie wiem :) niemniej, baardzo lubię czytać Twoje posty

Naturalne metody pisze...

Peeling jagodowy ma fantastyczny kolor.Lubię o zapachu jagód takie kosmetyki;)

Zareklamowana Paula pisze...

nie nam żadnego z Twoich ulubieńców... niestety... :)

Katarzyna Bujak pisze...

Kochanie, adres masz dobry i dobrze się kojarzy:) Ewentualnie możesz zmienić szatę graficzną i dodać nowe zakładki tematyczne:) Powodzenia i cieszę się, że wróciłaś ! :) Buziaki:*

Ps. Zapraszam do siebie : www.eat-move-love.blogspot.com

moniak85 pisze...

nie zmieniaj adresu. pisz tutaj o czym chcesz. zmieniłaś się Ty, to i blog się zmieni :)

Angelika Rybak pisze...

Ten peeling do ciała Avon bardzo mnie ciekawi, z chęcią przeczytałabym receznje :)
Pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga, więc nie mogę się wypowiadać co powinnaś zmienić, czy nie zmienić w blogu :) Ale jak czytam komentarze czytelniczek, to zmiana adresu nie jest dobrym pomysłem :) Pozdrawiam i zostaję na dłużej, czekam na ciekawe posty :) i witam z powrotem z blogowym świecie :)

Arleta S pisze...

oo muszę spróbować tego płynu z Marion!

Angelika Ś. pisze...

mnie ten podkład z max factora jakoś nie podpasował

Penelopa pisze...

Chętnie zobaczyłabym recenzje tego korektora, zaciekawił mnie. :) Ciesze się ze wracasz, co do nazwy bloga to chyba bym jej nie zmieniła. Możesz przecież pisać tu o wszystkim, ja chętnie poczytam posty z innej kategorii. Chociaż wiadomo oczywiście, że przedewszystkim chętnie bym tu widziała więcej Twoich makijaży. :P Pozdrawiam.

An gie pisze...

Ten peeling ma cudny kolor :)

Kaczmarta - Kaczka z piekła rodem pisze...

Bardzo lubię zapach serii czarna róża z tołpy, naprawdę jest obłędny :)

Aparatka pisze...

Mam ten peeling z Avonu i jestem z niego średnio zadowolona. Zapach ok, ale działanie - bez fajerwerków :P
Na kremy z Tołpy miałam ochotę podczas wyprzedaży w Super Pharm, niestety wszystkie zostały wykupione...

Jadwiga K. pisze...

Mam oba te kremy z Tołpy w zapasach, w takim razie nie mogę się doczekać aż je zacznę testować :))

Anna Stasiak pisze...

Myślę,że blogowi przydałoby się małe odświeżenie graficzne, ale poza tym jest wszystko ok :)

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy

Bloglovin

Facebook