O bublach słów kilka, niestety.

Szczerze mówiąc, już dawno nie trafiałam na tak kiepskie kosmetyki. Robiłam do nich wiele podejść ale... no nie. Niestety, no nie. Ku przestrodze, zapraszam na dzisiejszy post. 


  •  Avon, serum do włosów "Natychmiastowa naprawa" (cena ok. 15zł) : Absolutnie nie wymagałam od niego cudów w postaci zregenerowanych, nawilżonych włosów. Niestety kosmetyk nie poradził sobie nawet z ich ujarzmieniem. Mało tego, to pieroństwo tak przesuszyło mi włosy, że końcówki zaczęły się kruszyć jeszcze bardziej. Dramat. Nie mam nic więcej do dodania w jego kwestii.  




  •  Isana, krem do stylizacji loków (cena ok. 10zł)  : w jednym z ostatnich postów pisałam Wam o kosmetyku który rzeczywiście pozytywnie działa na włosy falowane i kręcone a ten... jest jego totalnym przeciwieństwem. Ma postać bardzo gęstego kremu i niestety usztywnia, skleja włosy nie nadając im pięknej, sprężystej faktury. Dodatkowo pompka jest niezbyt dobrze dostosowana do formuły kosmetyku i wyciska na raz ilość, która mogłaby wystarczyć na 150 głów. Szkoda, bo wiązałam z tym kosmetykiem duże nadzieje.



  •  Inglot, spray fixujący makijaż ( 150ml / 42zł) : wierzę w tego typu kosmetyki głównie dzięki fixerowi z Kryolanu który jest absolutnie niezawodny w upalne dni, gdy mój makijaż musi wytrzymać dłużej niż 12 godzin. Na fixer z Inglota skusiłam się po wielu pochlebnych recenzjach na blogach i na YT. Wszystko byłoby ok, ale ten kosmetyk nie działa! Mało tego, mam wrażenie, że finalnie skraca trwałość makijażu... Panie Inglot, tak się nie bawimy! Prawdą jest, że ta MGIEŁKA (celowo używam tego określenia) zbiera pudrowość makijażu. Niestety nic więcej pozytywnego nie robi. Idąc dalej - mam wrażenie, że podkład pod nią .. oksyduje. Nie wiem na ile to placebo a na ile fakt, ale takie odnoszę wrażenie, niestety. 150ml wody za 42zł? Nie polecam.


   
  • Revlon Photoready Airbrush Effect, 004 nude (cena ok. 60zł) : zawód miesiąca. Zawód roku. Mój podkład ślubny! Powróciłam do niego po kilku latach i co? Zepsuł się do granic możliwości. Revlon dodał do niego sypki brokat?! Nie wiem o co chodzi, ale to na pewno nie jest podkład którego użyłam w dniu swojego ślubu. Odcień 004 jest tak ciemny (a może raczej tak cholernie oksyduje), że spokojnie mogłaby używać go jakaś piękna mulatka. Nie chcę czepiać się innych właściwości, bo byłoby to niesłuszne (podkład trzyma się długo, nie waży się i właściwie nie widać go na skórze) ale nie mogę znieść tego brokatu który producent do niego wsypał. Na twarzy wygląda kiczowato i.. nie daj Bóg połączyć go z meteorytami Guerlain (raz tak zrobiłam i gdy efekt zobaczyłam we wstecznym lusterku w moim samochodzie, zgasiłam silnik i wróciłam do domu zmyć z siebie tą masakrę).  



  •  Revlon Colorstay Moisture Stain (cena ok. 50zł) : tak strasznie cieszyłam się, w momencie w którym mogłam mieć go za połowę ceny. Uwielbiam lipstain'y za trwałość i efekt jaki dają. Ten miał dodatkowo nawilżać, więc pomyślałam, że nie mogę go nie wziąć. To była pomyłka. Po pierwsze to nie jest stain. To zwykły błyszczyk. Po drugie i chyba najważniejsze : nie da się go równomiernie nałożyć na usta. WAŻY SIĘ (co widać na powyższym swatchu), włazi we wszelkie załamania na ustach, podkreśla to czego bym podkreślać nie chciała. Śmierdzi, ma okropny smak i po porostu fatalnie wygląda na ustach. Nie, nie i jeszcze raz nie.  



  • Astor Big & Beautiful Lovely Doll, tusz do rzęs (cena ok. 38zł) : kolejna klęska. Myślałam, że będzie dawał spektakularny efekt (zasugerowałam się podobną szczoteczką do szczotki tuszu Benefit they're real). Okazuje się, że nie daje żadnego efektu. Pierwszy raz spotkałam się z tym, by jakakolwiek szczotka kuła mnie w powiekę. Dalej, szczotka ma źle rozstawione "szpileczki" i po porostu nie łapie rzęs przy nasadzie. Nie jestem w stanie malować się tym tuszem. Nie polecam. 

Pozdrawiam i życzę trafniejszych zakupów, 
Marta ;)

5 komentarze:

Penelopa pisze...

Do tych sprayów z Avon zawsze podchodziłam sceptycznie. :-D Natomiast o tym fiksujacym z Inglota słyszałam jakieś pozytywne opinie, wiec szkoda, że jednak się nie sprawdził. Uważam, że wpisy na temat 'bubli' są bardzo przydatne, bo jeśli kiedyś coś nas skusi to może przypomnimy sobie, aby jednak się zastanowić przed zakupem. :)

PureMorning pisze...

Nie miałam jeszcze żadnego z tych kosmetyków. Ale wychodzi na to, że to dobrze.

Anonimowy pisze...

Podkład może się zwarzyć a szczotka może kłuć ...

InfallibleLifestyle pisze...

Kilka lat temu używałam tego podkładu Revlon i byłam całkiem zadowolona, możliwe że była to jeszcze ta stara wersja :)

Milena pisze...

Co do Airbrush Effect to sie zgadzam,jakis rok temu zuzylam kilka opakowan dzis kupilam i zmylam od razu lepi sie na twarzy odcien 004 za ciemny a takiego uzywalam wczesniej i byl ok..nie nadaje sie do uzytku.

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy

Bloglovin

Facebook